O autorze
Prezes spółki Centrum Innowacji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie sp. z o.o. oraz manager transferu technologii UR. Zajmuje się komercjalizacją i prawem własności intelektualnej. Z wykształcenia jest prawnikiem i ekonomistą. Interesuje się różnymi aspektami globalizacji i polityką. Stypendystka Fundacji Copernicus Society of America oraz absolwentka prestiżowego programu stażowo-szkoleniowego MNiSW - TOP 500 Innovators. Science, Commercialization, Management w UC Berkeley. Doświadczenie w biznesie zdobywała m.in. podczas pracy w Dresdner AG Bank we Frankurcie nad Menem, UBS oddział Polska oraz w firmie consultingowej KIM Global w Barcelonie. W XI 2013 r. obroniła doktorat z nauk politycznych na UJ.

Trochę optymizmu…

Gdy przedsiębiorca i uczelnia rozpoczynają współpracę to oba podmioty muszą zacząć od zrozumienia potrzeb oraz ograniczeń drugiej strony, kluczowe jest również pojęcie języka, którym posługuje się druga strona. Wbrew pozorom nie jest to trudne.

Zasadnicza różnica wynika z tego, iż celem przedsiębiorcy jest maksymalizacja zysku, a celem naukowca prowadzenie badań i publikacje. Dla naukowca podstawowym celem nie jest więc korzyść finansowa ze sprzedaży wynalazku/know-how, która jest niepewna i obwarowana wieloma warunkami (są to z reguły wewnętrzne regulacje uczelni dotyczące własności intelektualnej), ale punkty, zdobyte dla niego samego i dla Wydziału.

Punkty w ostatecznym rozliczeniu przekładają się na pieniądze, ale uzyskane przez Uczelnię od MNiSW. Pieniądze uzyskane z komercjalizacji, są również ważne, ale priorytetem jest rozliczenie się z prowadzonych badań przed instytucją finansującą badania - MNiSW, NCBiR czy NCN.

Z mojego doświadczenie wynika, iż obie strony coraz lepiej rozumieją swoje potrzeby i są coraz bardziej skłonne do kompromisu, co więcej często skłonne są do znaczących koncesji! Wbrew powszechnej opinii biznes nie zawsze chce się wzbogacić kosztem uczelni. Ostatnio uczestniczyłam w spotkaniu w którym przedsiębiorca sam zaproponował stawkę licencyjną w wysokości znacząco wyższej niż wynika to ze stawek rynkowych!! Innym razem, podczas ustalania warunków umowy licencyjnej, przedsiębiorca zasugerował wprowadzenie zmian do opłat licencyjnych, które zapewniały dodatkowy przychód uczelni.

Jest to szczególnie istotne w przypadku wynalazków, które nie są wdrażane do masowej produkcji (rzadko sprzedaje się nowoczesne technologie warte kilkaset tysięcy złotych), a zysk z nich osiągany w łatwy sposób mógłby być zaniżany przez przedsiębiorcę. Uczelnia właściwie nie ma możliwości kontrolowania czy przedsiębiorca dobrze obliczył część korzyści przypadających jej z tytułu umowy licencyjnej. W teorii oczywiście taka kontrola jest możliwa, ale nie wyobrażam sobie oddelegowania księgowych uczelni do przeprowadzenia analizy ksiąg rachunkowych przedsiębiorcy, a zlecenie ich biegłym rewidentom jest kosztowne. W przypadku kontraktów opiewających na małe kwoty (a tych jest przeważająca większość) to się po prostu nie opłaca.
Trwa ładowanie komentarzy...